PRACA :Publikacje Poradnik Resume Wizy FAQ Historie Słownik Linki i Adresy Zapytaj Nas |
Jak dostalem sie na studia w USA - historie z zycia wziete:
Historia Koralii: Jak dostalam prace po studiach w USA Pazdziernik 2006. Ponizszy tekst zostal wyrozniony w konkursie "Jak dostalem sie na studia/prace w USA" 2006. Z moimi studiami i praca w Stanach bylo tak: nic nie czekalo na mnie gotowe, ale wszystko stalo sie mozliwe. Nie jestem ani wyjatkowo utalentowana, ani wyjatkowo bogata, ani tez biedna. Trudno wiec byloby mi sie zakwalifikowac na jakies stypendia czy nagrody. Sama wiec musialam do wszystkiego tutaj dochodzic. I doszlam. Oczywiscie jak to w zyciu bywa, moje studia, a teraz praca, byly wynikiem polaczenia pracy (musze przyznac, ze dosc ciezkiej), szczescia i, a moze przede wszystkim, zyczliwych osob, ktore poznalam na swojej drodze. Moja historia jest chyba dosc typowa. Czasem mysle, ze powoli przechodze wszystkie etapy jakie nowy imigrant ma tutaj do przejscia. Przyjechalam na wizie J1, na rok, zupelnie nie myslac o tym, ze tutaj zostane. Jednak dzieki pomocy ludzi, ktorych tu poznalam, studia w USA staly sie dla mnie mozliwe. Najpierw poszlam do Montgomery College, community college w Rockville, Maryland, by po dwoch latach przeniesc sie na Uniwersytet Maryland w College Park, gdzie skonczylam studia z tytulem bakalarza z biznesu (studia na Maryland skonczylam praktycznie w trzy semestry, bo zaliczono mi niektore przedmioty z polonistyki z Gdanska). Nastepnie wykorzystalam mozliwosc zdobycia doswiadczenia bedac na Optional Practical Training. Przez 9 miesiecy pracowalam w Ministerstwie Zdrowia, w biurze zajmujacym sie wspolpraca z organizacjami miedzynarodowymi takimi jak ONZ, WHO, PAHO, UNICEF i UNESCO. Niestety moj pracodawca nie mogl mnie sponsorowac na wize pracownicza. Zaczely sie wiec poszukiwania nowej pracy i firmy, ktora moglaby mi taka wize zagwarantowac. Prace znalazlam. O dziwo to wlasciciel mojej firmy zadzwonil do mnie pytajac, czy jeszcze szukam pracy i sponsora, bo wlasnie z jego firmy ktos odchodzi i potrzebuja nowej osoby. Z firma, o ktorej mowa, mialam juz wczesniej kontakt. Podczas studiow mialam dwie praktyki. O obu praktykach dowiedzialam sie poprzez ludzi, ktorzy tam pracowali. Pierwsza moja praktyke mialam w Senacie, w Komisji Ochrony Srodowiska i Robot Publicznych, a druga w biurze malej, ale bardzo dobrze prosperujacej firmy wydawniczej. Tam wlasnie teraz pracuje. Praktyki bardzo polecam. Wiem, ze student z zagranicy ma ograniczone mozliwosci zatrudnienia, ale praktyki brac moze. Moze tez wykonywac prace jako ochotnik, nie przyjmujac za to wynagrodzenia. Korzystajcie z okazji, bo to naprawde dobrze wyglada na resume. Gdyby nie moja pierwsza praktyka, mysle, ze nie dostalabym pracy w Ministerstwie Zdrowia. A praca ta byla dobra i przynosila mi duzo satysfakcji. Jesli nie wywnioskowaliscie tego jeszcze z mojej opowiesci, chcialabym ponownie podkreslic pewien fakt. Kazda swoja prace znalazlam dzieki ludziom, ktorych znalam. Nie bezposrednio, nikt mi niczego nie zalatwial, musialam przechodzic przez rozmowy kwalifikacyjne, ale niemniej o pracach slyszalam od znajomych, albo ktos mnie na stanowisko polecal. Pamietam rade jednej z moich znajomych, kiedy juz skonczylam studia, a jeszcze nie mialam pracy: "Powiedz wszystkim, ktorych znasz, ze szukasz pracy." To byla niedziela rano, spotykalam sie z nia na sniadanie, a potem szlam do polskiego kosciola. Po mszy postanowilam wcielic w zycie dobra rade i rozmawiajac z pewnym panem, ktorego znalam tylko z widzenia, powiedzialam mu, ze szukam pracy. On wprawdzie zadnej pracy dla mnie nie mial, ale jego zona powiedziala, ze jej firma zatrudnia i ze mam jej przyslac moje resume. Kilka tygodni pozniej mialam prace, jako bezposredni wynik tej rozmowy (i tamtego niedzielnego sniadania). Od poltora roku pracuje dla wydawniczej firmy pod Waszyngtonem. Prace ta bardzo cenie. Mam biezacy kontakt z klientami, co jest dla mnie wazne. Moja pozycja jest dosc samodzielna, a z drugiej strony mam grono sympatycznych kolegow i kolezanek, na ktorych moge polegac. Jedna z korzysci pracy dla malej firmy jest jej elastycznosc. Czesto twoje stanowisko jest dostosowywane do ciebie i twoich zdolnosci, a nie odwrotnie. Poza tym biurokracja jest mniejsza niz w duzych firmach. Co przede mna? Zaczynam sie starac o staly pobyt w Stanach. Moj pracodawca juz wyrazil zgode na to, zeby mi w tym pomoc. Wiem, ze to dluga droga, ale wierze tez, ze bedzie dobrze. Poza tym mam nadzieje, ze w niedalekiej przyszlosci pojde na studia magisterskie. Chce podejmowac nastepne wezwania i chce sie rozwijac. Wszystkim szukajacym pracy, albo zastanawiajacym sie nad studiowaniem w USA zycze samozaparcia, pracowitosci i szczescia. Pozdrawiam,
Koralia Malecha
Historia Magdy: Jak wyjechalam na program Internship 2005 Pazdziernik 2006. Ponizszy tekst zostal wyrozniony w konkursie "Jak dostalem sie na studia/prace w USA" 2006. Po pierwsze - plan Pomysl wyjazdu na staz zawodowy do USA chodzil mi po glowie od mniej wiecej polowy studiow, a im blizej konca, tym wieksza mialam motywacje, aby sie za jego realizacje zabrac. Zdawalam sobie sprawe, ze aby pokonac ogromna konkurencje na polskim rynku pracy, szczegolnie jako osoba swiezo po studiach i bez zadnego doswiadczenia, bede potrzebowala jakiegos mocnego punktu na moim CV. Poza tym mam dusze podroznika i zawsze ciagnelo mnie do glebszego poznania Stanow Zjednoczonych, bo pomimo, ze w czasie studiow wyjezdzalam na program work & travel, to nie udalo mi sie nigdy zrealizowac moich planow dokladnego, wzdluz i wszerz, zwiedzenia tego kraju. Plany nalezy realizowac, a marzenia spelniac, zaczelam sie wiec rozgladac za wszelkimi mozliwosciami wyjazdu. Od czego by tu zaczac? Zaczelam od wyszukiwania w internecie biur majacych w swojej ofercie programy typu Internship/Trainee/Career Training, a nastepnie odwiedzalam jedno po drugim, zbierajac informacje na temat zasad, wymagan i kosztow programu. Warunkiem numer jeden bylo posiadanie praktykodawcy - znalezionego badz przez biuro, badz na wlasna reke - ktory to oferowalby szkolenie scisle zwiazane z kierunkiem studiow. Wymagany byl rowniez dobry angielski . W kilku biurach powiedziano mi juz na wstepie, ze najlepiej gdybym szukala stazu na wlasna reke, dlatego ze w mojej dziedzinie - psychologii - jeszcze nikomu praktyk nie zalatwiano, wiec moze to dosc dlugo potrwac. Ja natomiast chcialam wyjechac jak najszybciej, zaraz po obronie i to na maksymalny, osiemnastomiesieczny okres, a dodatkowo interesowal mnie tylko Pittsburgh, poniewaz mialam tam rodzine oraz znajomych. Postanowilam wiec zaczac szukac na wlasna reke, napisalam porzadne CV i list motywacyjny, w ktorym obok wyjasniania zasad programu i zapewniania o mojej ogromnej motywacji : wyliczalam rowniez korzysci, jakie z zatrudniania mnie odniesie pracodawca (np. to, ze nie bedzie musial placic wszystkich podatkow i ubezpieczenia) Koszmar poszukiwan Codziennie przesiadywalam przed komputerem po kilka godzin. Pracowicie wyszukiwalam firmy z mojej dziedziny, przegladalam ogloszenia o prace na amerykanskich portalach, szukalam wszelkich kontaktow, wysylam dziesiatki aplikacji. Kazdego dnia z nadzeja na pozytywny odzew otwieralam moja skrzynke pocztowa i codziennie sie rozczarowywalam. Prawie nikt nie byl zainteresowany, zadna firma nie chciala zatrudnic absolwentki psychologii z Polski... Srednio na 20 wyslanych aplikacji dostawalam jakakolwiek odpowiedz, zazwyczaj, ze nie prowadza naboru na praktyki, lub ze maja mnostwo lokalnych studentow-praktykantow, albo ze moze w przyszlym roku, ze dziekuja za aplikacje i CV zostanie umieszone w bazie, ze sie skontaktuja itp. Dawalam nawet pracodawcom do zrozumienia, ze w gre wchodzilyby rowniez praktyki bezplatne, na zasadzie wolontariatu, ale to tylko dlatego, ze moglam w USA liczyc na utrzymanie rodzinki. Niestety metoda szukania przez internet okazywala sie malo skuteczna, ale postanowilam sie nie poddawac, tylko rownoczesnie szukac praktyki innymi kanalami. W koncu dopisalo mi szczescie... Znajomosci jak wiemy zawsze sie przydaja. Postanowilam wiec pytac wszystkich znajomych w USA, czy nie znaja kogos, czy moze slyszeli o jakiejs instytucji lub firmie, ktora moglaby przyjac mnie na staz. I wtedy wlasnie zdarzyl sie cud. Sasiad kuzyna znajomego brata mojego przyjaciela okazal sie profesorem psychologii i obiecal popytac swoich kolegow na uczelni, czy nie potrzebowaliby pomocy przy prowadzonych badaniach. Wyslalam mu wiec resume i application letter, skrobnelam blagalnego maila i w koncu - po kilku tygodniach intensywnych poszukiwan - doczekalam sie jakiejs konkretnej odpowiedzi. Interview jeden i drugi Dwoch znajomych profesora prowadzilo duze projekty badawcze i obydwoje wyrazili zainteresowanie moja kandydatura! Skontaktowalam sie z pierwszym z nich i po wymianie kilku maili umowilismy sie na telefoniczny interview. Profesor zadzwonil punktualnie co do minuty. Rozmowa trwala kilkanascie minut, profesor pytal o to jak dokladnie dziala program Internship, chcial zebym powiedziala cos wiecej o sobie, o moim wyksztalceniu, a kiedy wspomialam ze wlasnie koncze pisanie pracy magisterskiej, zaczal mnie o nia dokladnie wypytywac. Najpewniej robil to po prostu z zawodowej ciekawosci, nie chcial byc upierdliwy, ja jednak powoli zaczynalam sie pocic i zacinac, bo nie bylam na tyle przygotowana, aby plynnym angielskim, zupelnie "na zywca" opowiadac o detalach, profesor jednak byl dociekliwy i wlasnie detali zadal, a mnie zaczynalo brakowac slownictwa i juz sama nie wiedzialam o czym mowie. Dlatego radze wszystkim przed interwiev przygotowac sobie liste wszelkich mozliwych pytan, ktore moze zadac praktykodawca i wczesniej przecwiczyc odpowiedzi na nie. Zniechecona niepowodzeniem postanowilam nawiazac kontakt z drugim profesorem. Tym razem do rozmowy bylam juz swietnie przygotowana i wszystko poszlo bardzo gladko, profesor powiedzial mi na czym mialaby polegac moja praca i zgodzil sie, abym przefaksowala mu do wypelnienia wszelkie potrzebne formularze. Formalnosci, formalnosci, formalnosci Potem wszystko potoczylo sie w szybkim tempie. Gotowy plan praktyk otrzymany od profesora zanioslam czym predzej do biura, ale aby skompletowac reszte potrzebnych dokumentow dla organizacji sponsorujacej musialam sie jeszcze niezle nagimnastykowac, wypelnic tysiace formularzy, napisac kilkaset listow motywacyjnych :, dostarczyc listy referencyjne z kilku roznych zrodel, napisac test z angielskiego, zrobic zdjecia, usiscic wszelkie oplaty itp. Potem pozostalo mi kilkutygodniowe oczekwianie na zaakceptowanie planu praktyk przez organizacje sponsorujaca w USA (ktora to ocenia zgodnosc planu stazu z kierunkiem studiow i wydaje DS-2019), umowienie sie na rozmowe w ambasadzie, zakup biletu lotniczego. W tym czasie obronilam juz prace magisterska i nie moglam sie doczekac wyjazdu, doslownie siedzialam na spakowanych walizkach. Na szczescie bez problemu uzyskalam wize na 18 miesiecy. A po przylocie... ...od razu zostalam rzucona na gleboka wode. Na pierwszym spotkaniu moj profesor-opiekun zapytal, czym zawodowo najbardziej sie interesuje, a kiedy przyznalam, ze jest to psychologia pracy i zarzadzanie zasobami ludzkimi, jeszcze tego samego dnia skontaktowal mnie ze swoim kolega - szefem Human Resources! To bylo dla mnie jak spelnienie marzen. Odbylam jeszcze jeden krotki interview i po kilku dniach rozpoczelam staz. Organizacja sponsorujaca po upewnieniu sie, ze dotarlam do pracodawcy wiecej sie ze mna nie kontaktowala, nie bylo wiec zadnego problemu z ewentualnym wyjasnianiem zmiany miejsca praktyk. Nie musze chyba wyliczac ile sie podczas mojego ponad rocznego stazu nauczylam, naprawde bylo warto!!! Czy po powrocie krajowi pracodawcy beda sie o mnie zabijac - zobaczymy :. Na razie postanowilam wzbogacic swoje CV o kilka kursow w collegu, ale to juz zupelnie inna historia... Bardzo chetnie odpowiem na wszelkie pytania. Moj adres: meya1@wp.pl Magda Historia Natalii: Jak dostalam sie na praktyki letnie w czasie studiow w Nowym Jorku. Pazdziernik 2006. Ponizszy tekst zostal wyrozniony w konkursie "Jak dostalem sie na studia/prace w USA" 2006. Do Stanow Zjednoczonych przylecialam w lipcu 2000 roku w ramach programu Au Pair. Od tego czasu udalo mi sie dostac i prawie juz zakonczyc studia w Lehman College (CUNY). W drodze do uzyskania tytulu licencjackiego z geografii udalo mi sie takze uzyskac certyfikat z GIS (Geograficznych Systemow Informacyjnych). To wlasnie ten certyfikat pozwolil mi za zakwalifikowanie sie na letnie praktyki szkoleniowe w Departamencie Parkow i Rekreacji w Nowym Jorku. W lecie 2005, po ukonczeniu z bardzo dobrymi wynikami wszystkich zajec wymaganych do zdobycia certyfikatu, zostalam polecona przez pania profesor prowadzaca departament geografii na mojej uczelni, jako kandydatka do tych wlasnie praktyk. Departament Parkow juz po raz drugi korzystac mial z pomocy studentow przy zbieraniu i organizowaniu danych. Wszyscy kandydaci zostali poproszeni o dostarczenie podania i zyciorysu oraz stawienie sie na wyznaczona rozmowe kwalifikacyjna z przedstawicielem Departamentu Parkow. W czasie tej rozmowy wyjasnione zostaly zasady uczestnictwa w praktykach oraz obowiazki praktykantow i ogolne zasady organizacyjne, po czym wyselekcjonowano okolo pieciu studentow. Moim glownym zadaniem podczas praktyk byla lokalizacja, za pomoca specjalnie wyposazonego GPSu, roznego rodzaju obiektow na terenach nalezacych do miejskich parkow. Dane te potem byly przesylane do komputera i przetwarzane. Koncowym efektem bylo staworzenie bazy danych oraz zaprojektowanie map. Musze przyznac, ze bylo to dla mnie doskonale doswiadczenie, ktore z pewnoscia zaowocuje w mojej przyszlej karierze. Oprocz dokladnego zapoznania sie z nowym sprzetem i technologiami uzywanymi dzisiaj w tym zawodzie, nauczylam sie takze jak od wewnatrz wyglada praca w amerykanskiej instytucji. Bardzo podobaly mi sie rowniez stosunki pomiedzy pracownikami oraz zarzadzajacymi. Dodatkowym plusem pracy w Departamencie Parkow byl fakt, ze opierala sie ona czesciowo na pracy w terenie, dostarczajac mozliwosc kilku godzin 'spaceru po parku', a czesciowo pracy w biurze, zaznajomiajac mnie z nowoczesnymi technologiami. Jedynym minusem byl fakt, iz z racji braku wizy studenckiej nie bylam w stanie otrzymac finansowego wynagrodzenia za godziny spedzone na praktykach. Wynagrodzenie takie otrzymali pozostali studenci bioracy udzial w szkoleniu. Nie mialam natomiast wiekszych problemow z samym zakwalifikowaniem sie do programu. Ostatecznie jednak uwazam ,ze doswiadczenie zdobyte tamtego lata jest wiecej warte, niz ten czek, ktorego nie otrzymalam. Dodatkowo dzieki wspolpracy pomiedzy moja szkola a departamentem, doswiadczenie zdobyte podczas praktyk zostalo tez zaliczone jako zajecia terenowe i w zwiazku z tym rozluznilo nieco moj szkolny rozklad zajec w nastepnym semestrze. Na zakonczenie bardzo polecam podjecie praktyk w ramach zajec na uczelni. Nawet jesli nie dostaniecie za nie zadnego wynagrodzenia, oplaca sie ze wzgledu na mozliwosc zdobycia doswiadczenia zawodowego oraz nawiazania kontaktow z osobami w dziedzinie, co moze zaowocowac w czasie poszukiwania stalej pracy (tzw. networking). Natalia B. natbrzezina@hotmail.com |
|||